pismo DILJak naprawdę wygląda bezpieczeństwo szczepionek przeciw COVID-19? Dlaczego tak szybko udało się je wyprodukować? Kto pod żadnym pozorem nie powinien poddać się szczepieniu? O tych i wielu innych wątpliwościach związanych z narodowym programem szczepień z lek. Ryszardem Kępą, specjalistą chorób zakaźnych z Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Legnicy, członkiem rządowego zespołu do spraw szczepień ochronnych przy ministrze zdrowia rozmawia Agata Grzelińska.

Wywiad ukazał się w MEDIUM - Gazeta Dolnośląskiej Izby Lekarskiej nr 2/2021 (366) luty 2021, s.6-9.

 

 

Wywiad - plik pdf...

 Agata Grzelińska: Z jednej strony jest mnóstwo ludzi, którzy nie mają wątpliwości, że należy się zaszczepić przeciwko COVID-19, a z drugiej – wielu, którzy mają liczne obawy. Media podają różne dane – od 30 proc. do 60 proc. personelu medycznego chce się zaszczepić i nie ma wątpliwości. Reszta albo się boi, albo do końca nie wie, co robić, albo uważa, że to jest wybór mniejszego zła. Czy może Pan powiedzieć z czystym sumieniem, że szczepionka jest bezpieczna?

Lek. Ryszard Kępa: Tak! Jest to szczepionka bezpieczna i każdy lekarz, mając przecież wykształcenie medyczne, który śledzi literaturę i chce skutecznie leczyć pacjentów, a także zapobiegać chorobom, nie może mieć jakichkolwiek wątpliwości. Według aktualnej wiedzy medycznej nie ma skuteczniejszej ochrony przed chorobami zakaźnymi niż szczepienia, i to niezależnie od wieku. To jest element profilaktyki zdrowotnej, dobrodziejstwo medycyny. Mogę się tylko dziwić rożnego rodzaju wątpliwościom. Jeżeli chodzi o szczepionkę przeciwko COVID-19, jestem zdecydowanie przekonany, że przyniesie ona korzyści każdemu człowiekowi i społeczeństwu.

A.G.: Ludzi niepokoi szybkość, z jaką ta szczepionka została wyprodukowana. Przyzwyczailiśmy się, że zwykle takie procesy poprzedzają długoletnie badania.

R.K.: Lekarze doskonale wiedzą, że dlatego badania nad innymi szczepionkami trwały długo, bo trzeba było zdobywać pieniądze, organizować laboratoria i szukać ochotników, a to wszystko trwało. Nigdy w historii ludzkości nie było takiej sytuacji, żeby właściwie wszystkie kraje (a bogate na pewno) zmobilizowały się i wyłożyły pieniądze na badania kliniczne wszystkich faz. Ta szczepionka została przebadana według wszelkich zasad. Została zbadana szybko, ponieważ były moce, środki, laboratoria oraz ochotnicy, którym godnie zapłacono.

A.G.: I podobno były już podstawy z badań nad SARS1 i MERS.

R.K.: Oczywiście, a także cała historia wirusologii i rożnego rodzaju prace genetyków, dotyczące metod, jakie można zastosować – tak, żeby nie używać wirusa lub jego elementów. Szybko więc została przygotowana matryca mRNA, która ma nas oszukać w sensie pozytywnym. Ona znajduje się tylko w cytoplazmie (każdy lekarz wie, że w cytoplazmie nie ma DNA – ono znajduje się w jądrze komórkowym, więc nie ma możliwości, żeby matryca mRNA się tam dostała). Jej zadanie to wyprodukowanie białka, które jest antygenem. Nasz organizm rozpoznaje je jako wroga, czyli wirusa i produkuje specyficzne przeciwciała przeciwko białku S, a po kilku godzinach ta matryca jest eliminowana i znika z naszego organizmu. Prace nad tego typu szczepionką trwały od 10 lat.

A.G.: Na rynku mamy już kilka szczepionek – jest wyprodukowana przez Pfizer, teraz wchodzi na rynek produkt Moderny, a wiemy, że będą kolejne. Czym one się różnią?

R.K.: Różnią się technologią produkcji. Opowiedziałem o technologii mRNA, którą zastosowano w szczepionce między innymi Pfizera i Moderny. Inny rodzaj to szczepionki wektorowe, wykonane według starszej technologii, ale również skutecznej. One zawierają już elementy wirusa, więc działają przez wprowadzenie do organizmu antygenu. Organizm nie produkuje go sam, jak w przypadku szczepionek mRNA, tylko wóg dostaje się do organizmu. Ten wróg jest oczywiście kontrolowany, a organizm wytwarza przeciwciała. Mamy więc efekt ten sam, co przy szczepionce mRNA – to pierwsza różnica. Drugą jest sprawa sposobu przechowywania (czy musi być zamrożona, czy wystarczy temperatura 20 stopni, czy jeszcze mniej). To są warunki techniczne mające znaczenie dla całej akcji szczepień. Nie bez znaczenia jest również cena szczepionki.

A.G.: Kolejną dyskusyjną kwestią są efekty niepożądane. Mamy nietypową sytuację, bo za ewentualne powikłania po szczepieniu przeciw COVID-19 odpowiedzialność bierze nie producent, jak było dotychczas, ale państwo. To dobry sygnał, że w razie czego ktoś odpowie, ale z drugiej strony zakłada się, że będą NOP-y.

R.K.: Skoro przygotowuje się środki na odszkodowania, to znaczy, że one będą.

 

Ryszard Kępa
Ryszard Kępa. Specjalista chorób zakaźnych, lekarz kierujący oddziałem chorób wewnętrznych i zakaźnych
w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Legnicy, członek Naczelnej Rady Lekarskiej, przewodniczący
Delegatury DIL w Legnicy, wiceprzewodniczący Rady Miejskiej w Legnicy, ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej
w zespole ministerialnym do spraw szczepień, jako ekspert współpracuje ze Stałym Komitetem
ds. Produktów Leczniczych Stosowanych u Ludzi przy Europejskiej Komisji Leków.
Odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. (fot. Jagoda Balicka / e-legnickie.pl)


A.G.: Mówi się, że dopiero za 3 lata będzie wiadomo, jakie będą skutki tej szczepionki.

R.K.: Wiadomo tylko, że umrzemy i że musimy płacić podatki. To są sprawy pewne. Reszta już nie. Jak będzie, tego nikt nie wie. Za 10 czy 15 lat pojawi się wiele rozważań na temat tej pandemii – będą książki, podręczniki, rozmowy, spotkania z ludźmi, którzy w tym uczestniczyli. Teraz opieramy się na aktualnej wiedzy medycznej i musimy ją przyjąć za pewnik. To, że państwo ma wydać akt prawny, który będzie dbał o interesy osób kwalifikujących do szczepień, to akurat efekt mojego wniosku, który złożyłem na komisji ministerialnej razem z profesorem Ernestem Kucharem. Skąd taki wniosek? Skoro planujemy zaszczepić miliony Polaków, to w magii wielkich liczb ryzyko jest zawsze. Gdybyśmy przeanalizowali każdy lek, od paracetamolu zaczynając, przez wszystkie inne, przez rożne antygeny, jakie mamy w powietrzu, wodzie i całym otoczeniu, zawsze może się zdarzyć że będziemy narażeni na rożnego rodzaju alergie czy inne efekty niepożądane. Ale w tak dużej skali ryzyko jest tak nikłe, że można spokojnie powiedzieć: ta szczepionka jest bezpieczna. Po co więc ten fundusz? Do szczepień mogli do tej pory kwalifikować następujący lekarze: lekarze ze specjalizacją z medycyny rodzinnej, specjaliści chorób zakaźnych, pediatrzy, epidemiolodzy, lekarze medycyny morskiej i tropikalnej, a także chirurdzy, którzy szczepią przeciwko tężcowi. Na przykład w moim szpitalu jestem jedyny, który ma specjalizację z chorób zakaźnych, są pediatrzy, którzy nie muszą szczepić dorosłych, bo zajmują się dziećmi. Rozważaliśmy też na tej komisji, czy kwalifikować do szczepień mogą wszyscy lekarze, w tym na przykład dentyści, bo mają prawo wykonywania zawodu, ale też pielęgniarki, ratownicy, a może jeszcze analitycy, fizykoterapeuci, bo i takie głosy się pojawiały. Summa summarum ustalono i minister zdrowia wydał zalecenie, że uprawnionymi do kwalifikowania do szczepień (nie wkłucia, bo to robi doskonale każda pielęgniarka) w czasie tej pandemii są wszyscy lekarze, czyli lekarze i lekarze dentyści. Ale oni muszą chcieć i muszą wiedzieć, o czym decydują. Żeby więc się zgodzili kwalifikować (nie ma przymusu), to muszą mieć pewność, że za skutki działania szczepionki nie mogą być odpowiedzialni wyłącznie oni. Obecnie każdy pacjent może lekarzowi zarzucić, że popełnił błąd – nawet nieumyślny, ale błąd. To zarządzenie zostało przygotowane jako osłona dla lekarzy, którzy mieliby kwalifikować, świadczące o tym, że stoi za nimi państwo. Jeżeli pacjent będzie miał jakikolwiek uszczerbek, to ewentualne odszkodowanie za skutki reakcji niepożądanej bierze na siebie państwo, które lekarza do tej akcji zaprosiło, a nie on sam.

A.G.: Jakie warunki trzeba spełnić, by być zaszczepionym? I jakie są przeciwwskazania?

R.K.: Cała ankieta, którą każda osoba zgłaszająca się do szczepienia musi wypełnić, liczy 18 pytań. Dotyczą one aktualnego stanu zdrowia, kontaktów. Jeżeli ktoś napisze na przykład, że miał w ostatnich 14 dniach podwyższoną temperaturę lub gorączkę, to lekarz musi dopytać, kiedy dokładnie (dzisiaj, wczoraj, czy 10 dni temu i jak wysoka była temperatura). Potem analizuje te dane i jeżeli znajdzie coś, co jest przeciwwskazaniem bezwzględnym, to pacjenta nie zaszczepi. Tym przeciwwskazaniem jest po pierwsze gorączka w dniu szczepienia powyżej 38-38,5 stopnia. Po drugie, jeżeli ktoś wie, że jest uczulony na glikol etylowy, który jest składnikiem tej szczepionki (pacjenci mówią, że nie wiedzą, bo nikt tego nie wie). Po trzecie, przebyty wstrząs anafilaktyczny, potwierdzony, na skutek innej szczepionki czy użądlenia przez owady błonkoskrzydłe. Wtedy trzeba bardzo rozważyć szczepienie. Jeżeli ma się odbyć w ośrodku odległym od szpitala specjalistycznego, to bezwzględnie nie należy szczepić. Natomiast w szpitalu specjalistycznym trzeba przeanalizować taki przypadek i niekoniecznie ten pacjent zostanie zdyskwalifikowany. Będzie zdyskwalifikowany taki, który cierpi na schorzenia nowotworowe i jest aktualnie w trakcie chemioterapii albo radioterapii. To są te główne przeciwwskazania. Kolejne to ciąża, bo nie robi się badań na kobietach w ciąży, w związku z tym nie można rekomendować szczepionki ciężarnym. Czy karmienie piersią dyskwalifikuje? W ChPL (charakterystyce produktu leczniczego) nie jest to jednoznacznie zabronione, ale nie robiło się badań na kobietach karmiących piersią, w związku z tym należy zachowywać szczególną ostrożność. Jednak po rozmowie z kobietą karmiącą można dojść do pewnego kompromisu i zaszczepić ją w porozumieniu z nią. Nie szczepi się dzieci (przynajmniej szczepionką Pfizera) poniżej 16. roku życia, bo nie wykonywano w tej grupie badań.

A.G.: A osoby, które przebyły COVID-19?

R.K.: W ich przypadku nie ma żadnych przeciwwskazań. Jest tylko należny czas do szczepienia, tj. 4 tygodnie od wystąpienia ostrych objawów związanych z infekcją SARS-CoV-2. Szczepienia populacyjne służą temu, by chronić jak najwięcej ludzi po to, żeby też grupa 20-30 proc., która z różnych powodów nie może przyjąć szczepionki albo nawet gdy ją przyjmie nie wytworzy przeciwciał, też była bezpieczna. Są ludzie immunoniekompetentni – ich można chronić w ten sposób, że wirus nie będzie krążył w populacji.

A.G.: Kiedy są spodziewane efekty populacyjne tych szczepień?

R.K.: Najdłuższe dotąd doświadczenia trwały 10 miesięcy. Wiemy na razie, że u wielu osób, które były poddawane ba-daniom, przeciwciała utrzymują się przez 10 miesięcy. Nie wiemy jednak jeszcze, czy przeciwciała, które nabędziemy (albo poprzez przebycie infekcji, albo przez zaszczepienie), będą działały pół roku, rok, trzy lata, czy tak – jak w przypadku świnki czy różyczki – dadzą odporność na całe życie, podobnie jak przechorowanie. Są schorzenia wirusowe, bakteryjne, na które mimo że wytwarzamy przeciwciała, to one działają przez pewien czas. Dobrym przykładem jest grypa, na którą szczepimy się rokrocznie dlatego, że przeciwciała są wytwarzane tylko na ten szczep, który przewidujemy, że będzie aktywny w danym roku. Ale już w następnym wirus grypy się na tyle zmieni, że trzeba zmienić również szczepionkę. Nie wiemy, czy tak będzie też w przypadku koronawirusa SARS-CoV-2. Przypomnę (oczywiście wszyscy lekarze o tym wiedzą), że w organizmie posiadamy komórki pamięci immunologicznej. One zapamiętują skład wirusa, który nas atakuje. Nawet jeśli z czasem przeciwciał, które organizm wytworzył w czasie takiego ataku, będzie mało. Komórki te są już wyczulone na ten konkretny wirus i pamiętając, że to wróg, natychmiast uruchamiają mechanizmy obronne. Jeśli mieliśmy na przykład 20 jednostek przeciwciał, to nagle będziemy mieli ich 500.

A.G.: Dlaczego szczepionki na COVID-19 nie można sobie kupić w aptece?

R.K.: Bo na razie masowe szczepienia muszą podlegać kontroli. Chodzi o porządek w tych szczepieniach. Najpierw zaszczepimy populację, która tego najbardziej wymaga, potem następną, aż dojdziemy do tych, którzy są najmłodsi i najsilniejsi. Myślę, że na tym etapie to jest właściwe rozwiązanie.

A.G.: Nie boi się Pan hurraoptymizmu, tego, że ludzie przestaną nosić maseczki, zapomną o dystansie, o dezynfekcji?

R.K.: Na pewno nie jest to dobry czas na to! Wiemy, że w przypadku szczepionki mRNA do uzyskania odporności potrzebne są dwie jej dawki. Proces uodparniania rozpoczyna się po pierwszej, ale nie jest to proces zakończony. Potrzebna jest druga dawka i dwa tygodnie, by można było stwierdzić z dużym prawdopodobieństwem, że jesteśmy odporni. Dlatego lekarze i pielęgniarki muszą dawać przykład innym. Mam nadzieję, że w tym roku zapowiadana na luty pandemia grypy nie nastąpi, bo noszenie maseczek, przestrzeganie dystansu społecznego i po prostu mycie rąk nas zabezpiecza przed grypą i innymi wirusami, do niej podobnymi. Chociażby z tego powodu ta lekcja nam się przydała. Natomiast nadejdzie czas, że wirusa opanujemy i wtedy (mam nadzieję...) zostanie nam mycie rąk, zasłanianie ust, stosowanie dystansu tam, gdzie trzeba – nie ze względu na zagrożenie koronawirusem, ale wskutek dbałości o zdrowie swoje i naszych najbliższych.