Największym sukcesem jest zespół.
Rozmowa z Barbarą Engel, kardiologiem, lekarzem kierującym Oddziałem Kardiologicznym z Pododdziałem Intensywnego Nadzoru Kardiologicznego
Dlaczego wybrała Pani kardiologię?
Decyzję podjęłam tuż po studiach i konsekwentnie do niej dążyłam. Kardiologia od początku wydawała mi się dziedziną najbardziej dynamiczną i rozwojową. To specjalność wymagająca, która „rekrutuje” szczególnych medyków. Trzeba potrafić pracować pod presją i dobrze radzić sobie ze stresem.
Obejmowała Pani oddział w 2005 roku. Jak wyglądały początki? Miała Pani jakieś plany, obawy?
Mnóstwo marzeń i równie dużo obaw – właściwie tyle samo jednych, co drugich. Rozpoczynaliśmy pracę w bardzo skromnych warunkach. Brakowało zaplecza sprzętowego, zakres wykonywanych procedur był ograniczony. Dziś trudno to sobie wyobrazić.
Czy pamięta Pani moment, w którym pomyślała sobie: tak, udało się?
Tak. To był, to jest ten moment, w którym uznałam, że osiągnęliśmy to, co planowałam – że jest już taki poziom i taka dynamika rozwoju, przy których trzeba oddać stery młodym, bardziej prężnym, naładowanym wiedzą, ambicjami i głodem dalszego rozwoju. Tempo pracy i rozwoju Oddziału stało się naprawdę imponujące.
Co daje największą satysfakcję w pracy kardiologa?
Pacjent. Jego powrót do życia i zdrowia. To daje największe poczucie sensu tej pracy.
Czy był jakiś pacjent – a miała ich Pani tysiące – jakaś sytuacja, która utkwiła szczególnie w Pani pamięci?
Pamięta się sytuacje trudne i emocjonalne. Było ich wiele. Podam jeden z ostatnich przykładów – młodego człowieka z bardzo niewielkimi rokowaniami. Walczyliśmy do końca o jego życie. Dzisiaj ma się dobrze, biega po korytarzu szpitalnym. To duma całego zespołu i dowód na to, że w tej pracy nigdy nie należy tracić nadziei. Pokonujemy w ten sposób bariery, które wydają się niewykonalne, a jednak…
Zmienił się oddział, ale również pacjenci…
Tak. Z jednej strony ludzie żyją dłużej, dlatego mamy wielu pacjentów po 80., a nawet 90. roku życia – kiedyś było to sporadyczne. Sporadyczni byli też pacjenci 20- i 30-letni. Dziś jest ich więcej, co jest efektem trybu i tempa życia, na co nakładają się różne czynniki społeczne, epidemiologiczne i inne.
Jakim była Pani szefem?
O to trzeba zapytać zespół. Wydaje mi się, że nigdy nie wymagałam od innych więcej, niż od siebie.
Jakiego standardu pracy nie uznaje Pani za podlegający kompromisom?
Zasady współpracy i etyki – zarówno wobec pacjenta, jak i wobec personelu. To fundament.
Co uważa Pani za swój największy sukces?
Zespół. Atmosfera jest wypadkową wszystkich. Lider jak dyrygent może nadawać ton, ale żeby to zagrało, muszą grać wszyscy. Można dysponować gorszym sprzętem, mieć trudniejsze warunki, ale jeżeli w zespole jest determinacja i odpowiedzialność, można osiągnąć bardzo wiele. Nasz zespół właśnie taki jest. Dziś mamy nowoczesne pracownie, pracujemy w szerokim zakresie procedur kardiologicznych. Liczba zabiegów rośnie w szybkim tempie, dynamika z roku na rok jest wyraźna. Nie chodzi tu o jedną czynność czy jeden rodzaj procedury, ale o równomierny rozwój całej naszej legnickiej kardiologii. Tego nie było ani w 2005, ani w 2010, ani w 2015 roku, ani nawet w 2020 roku. Dziś wykonujemy procedury na poziomie ogólnopolskim i europejskim. Rozwój nie nastąpił nagle – to był systematyczny proces. Krok po kroku dorównywaliśmy innym ośrodkom, a w wielu obszarach zaczynamy wykraczać ponad średnią.
Która decyzja była Pani zdaniem przełomowa?
Otwarcie pracowni hemodynamiki w 2012 roku. Byliśmy ostatnim oddziałem kardiologicznym na Dolnym Śląsku, który dołączył do tego systemu. Od tego momentu rozwój wyraźnie przyspieszył – zarówno pod względem liczby wykonywanych zabiegów, jak i ich jakości.
Jakiej kardiologii życzy Pani dziś Legnicy?
Najlepszej. Mamy ludzi z ogromnym potencjałem, nauczonych ciężkiej pracy, z determinacją. Sprzyja temu również dyrekcja szpitala, która ma wizję – jest sprawcza i konsekwentna. Staliśmy się oddziałem klinicznym, a to duży krok. Warunki do dalszego rozwoju są spełnione.
Zostawia Pani Oddział w dobrych rękach?
W bardzo dobrych rękach. I w bardzo dobrym momencie.
Dziękuję za rozmowę.







